Hahah, genialne, i te oczy sfotoszopowane w erze przedfotoszopowej… hm, nie wierzę, że nikt przy nich nie majstrował.
Za co kochamy doktora House’a/Hugh Lauriego (czasem powody się przenikają, czasem odnoszą się tylko do GH lub tylko do HL)?
- za jego NIEBIESKIEEEEE oczęta;
- za jego uśmiech, kiedy już zdarzy mu się uśmiechnąć;
- za skrzętnie skrywaną pod zarostem wadę zgryzu;
- za to, jak świetnie wygląda w pogniecionych koszulach, zwłaszcza w błękitnych, pogniecionych koszulach, chociaż różowe, białe i czarne też są w porządku;
- t-shirty również rządzą;
- oraz najcze;
- i brak krawata, co go niesamowicie odmładza;
- za genialną mimikę, niepojęte, ile ten człowiek ma w asortymencie wyrazów twarzy (cóż, Laurie to w końcu urodzony komik);
- za rozczochrane włosy, do których zawsze miałam słabość;
- za angielski urok, przezierający nawet przez gruby filtr amerykańskich produkcji telewizyjnych;
- za to, jak seksownie wygląda, jeśli spojrzymy na całokształt;
- za to, jak bardzo jest daleki od ideału… co czyni go bardzo bliskim ideału;
- za sarkazm!!! sarkazm to jedna z najlepszych rzeczy ever!;
- za szczerość;
- za cynizm;
- niekiedy okrucieństwo i bezwzględność – tak, nawet to może być sympatyczne… w wykonaniu niektórych;
- za to, że mówi na głos rzeczy, które większość z nas tylko myśli;
- za przenikliwość;
- za nieporadność w kontaktach międzyludzkich;
- za to, że cierpi – taaaa, współczujemy mu nawet, jeśli się nie przyznajemy;
- za głęboko skrywaną wrażliwość;
- za wzbudzanie w większości kobiet czegoś na kształt uczuć… macierzyńskich?;
- za everybody lies;
- za miliony innych genialnych tekstów, które widzicie w opisach gg znajomych, słyszycie w rozmowach na przerwach albo macie nabazgrane na wewnętrznej stronie tylnej okładki zeszytu do fizyki;
- za kulawość;
- za to, że, jak mawia moja koleżanka, jest psycholem – psycholem bez skrupułów w dodatku;
- za fantastyczny gust muzyczny – i tu wyraźnie zaznaczam, że tyczy się to zarówno serialowego Grega, jak i Hugh, obaj słuchają świetnych rzeczy (przy czym świetne rzeczy słuchane przez doktorka uświadamiają muzycznie sporą część społeczeństwa, co jest niezmiernie miłe);
- za to, jak gra na pianinie/gitarze/harmonijce;
- za inne talenty;
- za to, jak jest do każdego z nas podobny;
- za to, że jest uzależniony;
- za to, że uzależnia.
A jeśli chodzi o wady Hjuuu… jest jedna, poważna. W serialu mówi z udawanym amerykańskim akcentem, co jest niewybaczalne, choć to nie jego wina. Po prostu sądzę, że jego oryginalny akcent z południa Anglii jest maksymalnie uroczy. Nadmienię, że niemal każdy akcent brytyjski odbieram jako uroczy, w przeciwieństwie do każdego akcentu z US. Ale to nieważne. Laurie rules.
Nawet w 6. sezonie, z krótkimi włosami i długą brodą, choć wygląda znacznie gorzej, wciąż jest fajny.

































































